Páginas

wtorek, 4 października 2011

wnętrzarski post

cześć i czołem! Październik już ''biegnie'' pełną parą w stronę jesieni, a tu posta brak! No więc jestem. Marta oczywiście. Nie mam niestety dla Was dziś outfitu, ponieważ COŚ stało się z moim aparatem, a nie chcę dodawać zdjęć zrobionych telefonem. Ale bez obaw, na dniach uśmiechnę się do kuzyna, by zerknął na sprzęt.

A dziś przemówię do Was zdjęciami wnętrz. Ostatnimi czasy oprócz modowych blogów, zaczęłam także przeglądać blogi wnętrzarskie, których swoją drogą jest coraz więcej, nawet w Polsce!
Podejrzewam, że zainteresowałam się tym, ponieważ w przeciągu miesiąca czeka mnie odświeżanie mojego pokoju. Długo zastanawiałam się nad wyborem koloru. Początkowo chciałam uderzyć w żywe kolory typu zieleń, malinowy, może fiolet? Doszłam jednak do wniosku, że 'nie ma to jak klasyka!' I zdecydowałam się na coś w rodzaju cappucino/beż/biszkopt. Wiecie o czym mówię :)
Zastanawiam się tylko, czy zrobić po 2 ściany w różnych kolorach czy wszystko machnąć w jednym. Jak myślicie? A, zaznaczam, że mój pokój ma NIESAMOWITE wymiary bo 5m długości i 2 m szerokości.... Także muszę zrobić wszystko, by optycznie go powiększyć.
Co do zdjęć: Uwieeeeeeeeeeeeeeeelbiam styl skandynawski i jeśli w przyszłości będzie dane mi mieć swój dom lub nawet mieszkanie, to podejrzewam, że w tym stylu je urządzę. Białe wnętrza, którym charakter nadają dodatki... Prostota i perfekcja.

+ kocham gotować, więc kocham kuchnie. Kuchnia to serce domu i po prostu MUSI być idealna!






















Może macie jakiś pomysł na mój pokój? Chętnie wysłucham propozycji! :) 

PS. Jestem zaskoczona ilością tylu sympatycznych komentarzy. Jesteście wspaniałe dziewczyny. Dzięki! Na pewno się odwdzięczę.

piątek, 30 września 2011

sernik 3warstwy i poważne sprawy...

Hej! Chyba skończę z przedstawianiem się, bo i tak tylko ja do Was piszę. 
Dzisiaj post kulinarny. Ale mmmmmmmmmmmm, jakże pyszny! Gdy ostatnio byłam chora- naturalnie, większość czasu spędzałam w domu. No i nie ukrywam, że miałam już dość komputera, seriali i nic nie robienia. Dodając do tego moją miłość do kuchni: postanowiłam osłodzić życie mojej rodzinie. :) W lodówce zostało 0,5kg twarogu sernikowego, więc przeszukałam wieeeeeeele blogów kulinarnych, by znaleźć przepis, w którym będę mogła te pół kilo wykorzystać. Trochę mi to czasu zajęło, ponieważ większość serników robi się z 1kg. 
Ale trafiłam. I to w dziesiątkę! Łatwo, w miare szybko i przyjemnie. I bez pieczenia!
oryginał- 3warstwy
Serniczek jest pyszny, lekki i idealnie wpasował się w kubki smakowe całej rodziny.Troszeczkę zmodyfikowałam przepis. W oryginale składał się z trzech warstw, ale ja tę z gorzką czekoladą pominęłam. Bo po prostu jej nie miałam :) Przepis podaję na 3warstwy.


Składniki:
  • ok. 10 herbatników
  • 100g gorzkiej czekolady +  trochę do dekoracji (pominęłam)
  • 100g mlecznej czekolady
  • 100g białej czekolady + trochę do dekoracji
  • 500g twarogu z wiaderka
  • 300g słodkiej śmietanki 30- 36%
  • 3 łyżeczki żelatyny
  • ½ szklanki cukru (dałam mniej)
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
Sposób przygotowania:

Twaróg utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym. Żelatynę namoczyć w 6 łyżkach zimnej wody. Czekolady rozpuścić pojedynczo w kąpieli wodnej. 
Gdy żelatyna napęcznieje, podgrzać ją, ciągle mieszając, aż się rozpuści, a następnie wymieszać z utartym twarogiem.
Śmietanę ubić na sztywno.
Twaróg podzielić na 3 części*. Do każdej dodać po jednej czekoladzie i wymieszać. Dodać po 1/3* śmietany i delikatnie wymieszać.
Formę keksową (wzięłam na 30cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Wylać do formy najpierw masę z gorzką czekoladą, kolejno z mleczną i na koniec z białą. Na górę ułożyć herbatniki.

Ciasto wstawić do lodówki na parę godzin (najlepiej na całą noc). Po tym czasie wyciągnąć z formy, odwracając do góry nogami. Ściągnąć papier i polać rozpuszczonymi w kąpieli wodnej czekoladami.

* oczywiście w moim przypadku na 2części i po 1/2 śmietany.

moje cudo. może nie tak ładne wizualnie jak oryginał, ale nie chwaląc się... pyszne! 



Mam dla Was coś jeszcze:



Ojjj tak, zaczyna robić się poważnie. Byłam na uczelni wczoraj na spotkaniu z dziekanem. Poznałam dopiero jedną dziewczynę, której wygląd na pewno odbiega od wizerunku studentki z amerykańskich colleagów. Jednak jest baaaaaaaardzo uprzejma i wydaje się być naprawdę w porządku. Chcę poznać jak najszybciej tych ludzi i mieć za sobą tę aklimatyzacje... Początki są najgorsze!
W poniedziałek tylko na 2h angielskiego... :) Już lubię moje studiowanie! 

A co u Was? Są wśród Was studentki? A może kucharki z zamiłowania? :)

wtorek, 27 września 2011

outfit dwa,+ portfel esprit

Dzieeeeeeeeeeeeeeeeń dobry! A tu znów Marta...
Po pierwsze i najważniejsze: jestem bardzo mile zaskoczona ilością komentarzy pod ostatnim postem i baaaaaaaaaardzo Wam za to dziękuję. To samo tyczy się obserwatorów, których co prawda nie jest wiele, ale nie spodziewałam się, że będzie choćby pięć.
Miło wiedzieć, że komuś jednak się to podoba i ktoś tutaj zagląda. :) Mam dziś dla Was kolejny, wczorajszy casual'owy zestaw, który dobrałam w jakieś 5minut. W takim stroju pojechałam na zakupy z mamą do Parku Handlowego Matarnia w Gdańsku. Wyszłyśmy z domu o godzinie 13, a gdy weszłam do domu... właśnie kończył się kolejny odcinek 'Na Wspólnej'. Także troszkę się nachodziłyśmy... No ale udało mi się wyhaczyć kilka ciekawych rzeczy :)
Najbardziej jestem dumna z tego portfela Esprit, który kupiłam (po przecenie) za... 49polskich złotych!!! Sądzę, że to baaaardzo korzystna cena za produkt marki Esprit. Lubię połączenie kolorów beż/brąz/biel/granat. Jest bardzo pojemny, dobrze wykonany i chyba długo będzie mi służył.
Oto i on:

A teraz outfit. Bluzka ma kompletnie inny kolor, niż widać na zdjęciu. W rzeczywistości jest jakby marmurkowa? A może ruda? W każdym razie ładniejsza niż tutaj ;-)





bluzka longsleeve: c&a/spodenki: h&m kids/rajstopy: no name/torba: h&m/lisia kita: bazarek/kolczyki: c&a/spinka: h&m/

Wczoraj zaczął się ostatni tydzień wakacji, także korzystam póki mogę. Szkoda tylko, że pogoda taka beznadziejna... Aż się wszystkiego odechciewa.

sobota, 24 września 2011

outfit jeden, premierowo

Dzień dobry bardzo, tu Marta :) W końcu nadszedł wielki dzień, w którym zdecydowałam się wstawić pierwszy outfit. Taki bez szału, na rozpoczęcie jesieni i uczczenie lepszego samopoczucia. W związku z tym właśnie dzisiaj spotykam się z moją licealną ekipą na Chwarznie. Jednak ku mojej rozpaczy, upojenie się trunkami wysokoprocentowymi nie wchodzi w grę...
W takim razie przedstawiam wam hmm, mnie.
Koszula na początku wydawała mi się trochę hmm, męska i jakoś specjalnie jej nie lubiłam i długo leżała w szafie... Spodnie upolowałam nie zgadniecie za ile.. 20zł w h&m na dziale dziecięcym. Co do torby, to bardzo ją lubię, ponieważ mieści się w niej wszystko. Kupiłam ją pod kątem uczelni, tzn. aby mieścił się format a4. Buty już pokazywałam... I to na tyle. A! Bransoletka od mamy. Na szczęście.
Zdjęcia są bardzo amatorskie, nad czym bardzo ubolewam, wierzcie mi. Z biegiem czasu mam zamiar ze zdjęciami ''wyjść'' z domu. Także śledźcie bloga i zobaczycie, co będzie się tu działo!





top h&m/koszula sh/spodnie h&m kids/torba h&m/buty no name/bransoletka na szczęście od mamy-jarmark dominikański/

piątek, 23 września 2011

no i mamy koniec lata, którego nie było

230911- Pierwszy dzień jesieni kalendarzowej. Stało się :)
Dziś tylko na chwilkę, tak na pożegnanie lata. Dosłownie garstka zdjęć z rodzinnych wakacji w Chorwacji.
Piękny kraj, sympatyczni ludzie i doskonałe jedzenie. Polecam!
Długo zastanawiałam się czy jechać na te wakacje z rodzicami, mając lat 19, ale teraz bardzo się ciesze, że podjęłam dobrą decyzję. Urlop z rodzicami ma wiele minusów (!), ale są też pozytywne strony. Nie będę taka sceptyczna. Uważam, że mam wspaniałych rodziców i lubię spędzać z nimi czas. Szczególnie mam na myśli Mamę, za którą oddałabym życie bez zastanowienia.
W porze zimowej będę miała tydzień wolnego na uczelni i ten czas chciałabym przeznaczyć właśnie na jakiś wypad w ''ciepłooooooo''.  Zobaczymy czy pozwoli na to zdrowie, fundusze, czas i szkoła, ale nie ukrywam, że baaaaaardzo byłabym zadowolona.
Dalej się kuruję i zostawiam Wam kilka zdjęć:





wtorek, 20 września 2011

is it autumn? three days left!

Ostatnie dwa dni spędziłam w domu. Dopadło mnie jakieś zatrucie czy inne cholerstwo. Brzuch mi napęczniał, jakbym była w ciąży... Nie jest dobrze! W każdym razie właśnie te dwa ostatnie dni pozwoliły mi na trochę odpocząć od codzienności. Wniosek? Jesień czasem może być przyjemna. Skąd taka teza skoro z reguły jakoś nigdy nie przepadałam za tą porą roku? Otóż- naoglądałam się wiele jesiennych zdjęć. Ale tych ''sympatycznych''. Co to znaczy? Kolorowe liście, jeszcze ciepłe promienie słoneczne, ciepłe swetro-golfy w różnych kolorach, długie wieczory + gorąca herbata/czekolada + dobra książka + dobra muzyka. Tak. To znaczy sympatyczna jesień. A do tego wszystkiego jeszcze najlepiej ktoś do przytulenia :)

PS. Marzę o chociaż kilku jesiennych dniach w Paryżu...

Takiej jesieni wszystkim życzę. Startujemy za 3dni!